piątek, 22 sierpnia 2014

Rozdział 14

Zayn:
Przymknąłem oczy, oddychając przy tym głęboko. Niesamowita ulga rozlała się po moim organizmie- niezaprzeczalny dowód mojego szczęścia. Dałem upust mojej radości wznosząc w wymownym geście ramiona nad głowę, i wypowiadając ciche "yes" wchodząc do mojej sypialni. Louis i Harry widząc ten jakże wymowny gest zaczęli skakać po łóżku i przepychać się między sobą, co można by również nazwać obściskiwaniem, w zależności od sposobu patrzenia. Prawie się uśmiechnąłem, gdy całkiem przypadkowo, już drugi raz tego dnia Niall dostał od Loczka w piszczel. To nieco zmąciło dobry nastrój mego blond przyjaciela, jednak tylko chwilowo. Zaraz gdy Styles z hukiem spadł z łóżka, pchnięty przez dumnego z siebie Horana, uśmiech tego drugiego powrócił, rozjaśniając jego twarz. Niestety nie wszyscy zareagowali w równie optymistyczny sposób.
- Nie wierze, że była tak głupia by to kupić...- Liam niedowierzająco pokręcił głową, przerywając chwilowo swoją wypowiedź. Po chwili jednak kontynuował ją z drwiącym uśmiechem, mimo naszych wrogich spojrzeń.- Chyba ją przeceniałem. 
- Lub może po prostu nie doceniasz naszego Ptysia. Wiem, że potrafi być bardzo przekonywujący jeśli chce...- Jęknąłem sfrustrowany, gdy Louis znacząco poruszył brwiami na zaakcentowanie swojej durnej wypowiedzi. Wiem, że chciał tylko rozładować atmosferę no ale... PTYŚ?! Ten chłopak potrafi zniszczyć mój cały dobry nastrój dosłownie w ułamek sekundy. Z drugiej strony na samą myśl, że jego żart mógłby okazać się prawdą już robiło mi się gorąco...
- Nie nazywaj mnie tak.- Wycedziłem przekrzywiając przy tym głowę w jego stronę. 
- Zajnuś, Pulpeciku, coś nie tak?- Posłał mi to swoje niewinne spojrzenie, po czym głośno zachichotał widząc moją reakcje. Nienawidziłem gdy ktokolwiek nazywał mnie zdrobniale, a formy jedzenia były zdecydowanie najgorsze. Z pomocą przyszedł mi Niall, który gładko zmienił temat, odciągając przy tym myśli Lou na inne tory.
- Jak właściwie udało ci się ją przekonać żeby to wypiła? W sensie Klaus mówił, że jako pół wiedźma, krew powinna ją odrzucać w każdej możliwej postaci, nawet ta rozcieńczona...- Zmarszczył brwi, przyglądając mi się uważnie.
- Cóż, chyba po prostu jej organizm był tak wycieńczony jej brakiem, że nie miała siły się ze mną spierać.- Wzruszyłem ramionami. Nie miało dla mnie znaczenia jak tego dokonałem, ważne było tylko to, że ją wypiła i już jest z nią dobrze. Naprawdę się martwiłem przez te ostatnie dni widząc ją w takim stanie. To było wprost nie do zniesienia
- Okej. Teraz mam się udało. Ale co zrobimy za kilka miesięcy, gdy znów trzeba będzie ją nakarmić? Może czas jej powiedzieć...- Styles jak zwykle musiał mnie zirytować. Jak w jego głowie rodzą się te durne pomysły?
- Oh, serio? " Hej Kate, co u ciebie słychać? Przyszedłem ci tylko powiedzieć, że jesteś pół wampirem a pół czarownicą, no i przy okazji ja również jestem wampirem". Tak Harry.  Na pewno nam uwierzy, bo to całkiem normalne. Takie sytuacje się w życiu zdarzają. - Ironizowałem, patrząc jak twarz mojego przyjaciela wykrzywia się w grymasie.
- Tak, to ciekawe co jej powiesz następnym razem... pomysł z zupą raczej nie przejdzie drugi raz. Wątpię zresztą, żeby cokolwiek innego przeszło. Ona nie jest głupia.- Loczek zmrużył powieki. Był gotowy do kolejnej kłótni. Zupełnie jak ja.- Kiedyś jej przecież trzeba powiedzieć. I im dłużej z tym zwlekamy, tym większą krzywdę jej wyrządzamy...
- Nie teraz. Klaus jeszcze nie wyraził zgody. - Uciął krótko Liam, zakańczając tym naszą rozmowę. Byłem mu za to wdzięczny. Nie potrzebowałem sporu z Stylesem, zwłaszcza jeśli Kat jest za drzwiami obok.
Westchnąłem, analizując to wszystko jeszcze raz. Wiedziałem, że kiedyś będę musiał wyjawić jej prawdę, jednak nie byłem na to psychicznie gotowy. Bałem się jej reakcji. Miała prawo mnie po tym znienawidzić. Choćby dlatego, że przez takich jak ja a także po części mnie była śledziona przez całe życie, zabiliśmy jej ojca, babcie, zmieniłem ją w to coś, pozbawiając człowieczeństwa. No i po tym, co planujemy jeszcze zrobić... Potrząsnąłem głową próbując pozbyć się niechcianych myśli . Poczucie winy powoli obezwładniało me ciało. Chciałem do niej teraz pójść i upewnić się, że jest z nią dobrze, że wcale nie zniszczyliśmy jej życia.
Obiecałem sobie, że właśnie to będzie pierwszą rzeczą jaką zorbię po wyjściu chłopaków.

Kate:
Siedziałam na łóżku z książką w ręku, i choć pozornie zdawać by się mogło, że jestem pochłonięta ową lekturą, to jednak nic bardziej mylnego nie mogło zostać powiedziane. Książka była tylko pretekstem. Tak naprawdę myślałam. Dużo myślałam nad tym wszystkim.
Ciągle wydawało mi się, że coś tu jest nie tak, coś nie pasuje. Nie potrafiłam poukładać tego wszystkiego w logiczną całość, nie potrafiłam nawet jasno stwierdzić, co jest nie tak. Zbyt dużo brakujących puzzli.
Odłożyłam na bok powieść, i opierając głowę na kolanach analizowałam wszystko któryś raz z rzędu. Irytował mnie fakt, że coś ważnego umyka mi przed nosem. Coś bardzo ważnego...
Nie mogłam się jednak wystarczająco skupić, gdyż z pokoju Zayna ciągle dochodziły jakieś hałasy.
- Co z nimi jest nie tak? Nie potrafią ani chwili usiedzieć cicho.- Mruknęłam sama do siebie.
Nagle przerażająca myśl uderzyła we mnie z nieopisaną siłą. I bynajmniej nie chodziło mi o to, że zaczęłam mówić sama do siebie. Jedno zdanie powiedziane przypadkiem wprowadziło w mej głowie prawdziwy zamęt i zalęgło się w niej niczym pasożyt. Co z nimi jest nie tak? Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że coś niewątpliwie jest.
Zdałam sobie sprawę również z tego, że to właśnie oni są tym brakującym elementem układanki...
Być może brzmię teraz jak jakaś paralityczka, ale... mam wrażenie, że wszystko co się dzieje ma jakiś ścisły związek z nimi.
Czy to wszystko w ogóle jest normalne? Nie, na pewno nie jest. Więc muszę znaleźć nienormalne uzasadnienie dla tego. Ba, muszę znaleźć jakiekolwiek uzasadnienie. Być może tutaj dzieje się coś...
- To chore. Jestem chora.- Jęknęłam sfrustrowana, uderzając kilka razy pod rząd, ze znaczną siłą, głową o kolana. Może to wybije mi takie głupie pomysły z głowy. Co ja sobie w ogóle myślę? Kocham Zayna i ufam mu całym sercem. Obiecał, że nigdy by mnie nie skrzywdził. Jego przyjaciele też. Więc co ja sobie do cholery wyobrażam?! Naczytałam się chyba zbyt dużo książek.
- Tak. Zdecydowanie wygląda mi to na chorobę sierocą.- Pisnęłam zaskoczona obecnością kogoś w pokoju. W drzwiach stał Zayn. Oparty nonszalancko o ścianę przyglądał mi się z rosnącym rozbawieniem.- Ewentualnie jesteś masochistką.
- Jak długo tutaj stoisz? Nie usłyszałam, żebyś pukał.- Rzekłam zgryźliwie. To jest chyba kara, za moje głupie myślenie. Już nawet nie wiem, który raz z rzędu upokarzam się przed chłopakiem, na którym mi piekielnie mocno zależy. Próbowałam uspokoić przyśpieszony oddech. Jeśli miałabym być szczera, to chłopak ogromnie mnie wystraszył. Musiałam być mocno zamyślona, że nie usłyszałam kroków, ani tym bardziej odgłosu otwierania drzwi.
- Tylko chwilę.- Brunet mrugnął do mnie w uroczy sposób.- Wiesz, przyglądam się pięknej dziewczynie, która chyba preferuje samookaleczenie w wolnych chwilach. A jest tyle możliwości na spędzanie wolnego czasu.- Dodał konspiracyjnym szeptem podchodząc do łóżka i klękając przede mną, tak, że patrzył mi teraz prosto w oczy.- O wiele, wiele przyjemniejszych.- Mruknął jeszcze, nim zatopił swe usta w moich.
Niesamowite ciepło rozlało się po moim ciele. Wszystkie wątpliwości i obawy rozwiały się w mgnieniu oka. Kochałam go i on kochał mnie. Byłam przy nim bezpieczna, darzyłam go zaufaniem.
Spojrzałam mu w oczy, które przepełnione były teraz miłością i... pożądaniem. Zdawałam sobie sprawę, czego oczekuje ode mnie Malik. Bardzo dobrze zdawałam sobie z tego sprawę.
Więc dlaczego mam z tym czekać, jeśli on właśnie tego chce? Może dlatego, że ty tego nie chcesz. Usłyszałam szept głosu rozsądku. Skrzywiłam się w myślach. Chciałam tego. W pewnym stopniu na pewno tego chciałam. Przecież czułam pożądanie i byłam pewna, że Mulat jest tym jedynym. Tylko po prostu się bałam. Nie byłam gotowa by to zrobić. Ale on już wystarczająco długo na mnie czekał, i jeszcze bardziej bałam się tego, że w końcu mu się to znudzi. A ja bym tego nie zniosła. Wiedziałam, że paranoicznie zrobię wszystko, by go przy sobie zatrzymać, nawet jeśli będę to musiała zrobić wbrew sobie. Dlatego właśnie zrobiłam najgłupszą rzecz, jaką może zrobić nastolatka.
Dałam się ponieść chwili i odwzajemniłam pocałunek ze zdwojoną siłą, przygarniając go bliżej siebie. Brunet w zadowoleniu przeniósł się na łóżko, tak, że teraz oboje klęczeliśmy. Obydwoje oddychaliśmy płytko w przerwach między gorącym pocałunkiem. Zayn penetrował językiem wnętrze mych rozgrzanych ust, przygryzając co jakiś czas moją dolną wargę. Ręce umieścił na mojej talii i zataczał na niej powolne kółka. Po chwili przeniósł swoje pełne usta na mą szyje, znacząc ją na całej długości pasmem mokrych całusów. Jęknęłam pod wpływem tej pieszczoty, co wywołało pomruk aprobaty u bruneta.
Czułam na udzie jego stale powiększającą się erekcje i myśl, że to ja go doprowadziłam do tego stanu wywoływała we mnie uczucie zadowolenia.
Chłopak jednych płynnym ruchem zdarł ze mnie podkoszulek i teraz wpatrywał się z lubością w moje kształty. Oblizał swoje wargi, mrucząc mi do ucha niskim głosem, nim zaczął całować mą szyje kolejny raz, tym razem jednak schodząc zdecydowanie w dół.
- Jesteś taka piękna, tak bardzo piękna...
- Zayn. Chłopacy. Co z chłopakami i mamą z Benem?- W moim głosie można było dosłyszeć nutę niepewności. I w zasadzie tak właśnie było, jednak Mulat zdawał się tego nie dostrzegać. Przyglądając się jego twarzy, można by od razu dostrzec, że jest niewyobrażalnie szczęśliwy. Byłam zła, że właśnie w takiej chwili znów dopadają mnie jakieś wątpliwości.
- Poszli. Śpią.- Rzucił między pocałunkami. Jego dłonie zdawały się być po prostu wszędzie. Zimne i silne.
- Zayn ja nigdy...- Wiedziałam, że powinnam to jakoś zakończyć, nie raniąc doszczętnie jego uczuć. Jesteś idiotką Kat. Teraz zdecydowanie na to za późno. Wcześniej. Trzeba było myśleć wcześniej. Zganiłam się w głowie.
- Wiem, Kat. Ufasz mi?- Malik od razu przerwał moją wypowiedź, domyślając się o co mi chodzi i zaraz powracając do wcześniejszej czynności.
- Tak, ufam.- Została mi już tylko jedna opcja. Westchnęłam po raz kolejny przerywając jego pieszczoty.- Zayn, ja nie mam...- Posłałam mu wymowne spojrzenie. Chłopak jęknął rozdrażniony, i niespodziewanie uniósł mnie na ramiona i wyniósł z mojej sypialni. Jeszcze nigdy nie widziałam by był tak podniecony. Nadal trzymając mnie w ciasnym uścisku, łokciem otworzył drzwi do swojego pokoju, po czym kopnięciem je zamknął. Odłożył mnie delikatnie na łóżko. Powoli, parząc na mnie ściągnął swoją koszulkę, ukazując mi wspaniale umięśniony tors pokryty tatuażami. Przełknęłam głośno ślinę. Wow. Musiałam przyznać otwarcie, że był idealny. I miałam tą wyjątkową okazję, by był cały mój. Nie mogłam jej zmarnować, mimo, że nie chciałam, by doszło do tego w ten sposób.
Zayn nachylił się nade mną i ucałował w czoło, po czym wyszeptał.
- Będzie dobrze.- Widząc jednak moją minę, dodał- Nadal tego chcesz, prawda? Może trochę boleć...
- Wiem.- Wywróciłam oczami.- Miejmy to już z głowy, okej?- Prychnął zirytowany, jednak otworzył szufladę i wyciągnął z niej małą paczuszkę.
- Nie możesz tak do tego podchodzić, Kate. To ma być wspaniałe przeżycie. Nie tylko dla mnie...
- Wiem.
- Więc nadal chcesz?
- Tak.
- Po prostu jeśli będzie coś nie tak, to mi to powiedz, a przerwiemy, dobrze?
- Będzie dobrze.- Posłałam mu uspokajający uśmiech, cytując jego wcześniejsze słowa. Rozebrałam się do samej bielizny. Malik również ściągnął spodnie. Gdy zaczął zsuwać bokserki, odwróciłam zawstydzona wzrok, zatrzymując go na otwartej szufladzie, na co się lekko roześmiał. Chyba też był lekko spięty.
Po chwili poczułam jego usta na swojej kostce, i wyżej, gdy sunął językiem, aż do uda. Nie dostrzegałam jednak jego pieszczot. Byłam skoncentrowana na szufladzie, a raczej jej zawartości. Coś leżało na jej dnie; coś bardzo mi znajomego. Zimny pot oblał me ciało paraliżując przy tym moje myśli i słowa. Gdy zdałam sobie sprawę z tego, co dokładnie tam spoczywa, poczułam jak Brunet pociąga za moje majtki.
Idealny moment, żeby przerwać.
- STOP!- Krzyknęłam, odpychając go od siebie.
- Kate. Co się stało, zrobiłem coś znowu nie tak?- Posłał mi pytające spojrzenie. Nie był na mnie zły czy zagniewany. Zdawał się być raczej... Zdziwiony.
- Jak zamierzasz mi to wyjaśnić?- Sięgnęłam dłonią w głąb szuflady, wyciągając tym samym talizman, który dostałam od mojej babci. Usta chłopaka rozwarły się niekontrolowanie w niemym szoku, zanim na powrót się opanował i przyjął znudzony wyraz twarzy. Tyle wystarczyło, abym wiedziała, że mój łańcuszek znalazł się tam nie przez przypadek.



Hej, misiaki!!! :D
Po 1, narysowałam wam Harrego i jestem ciekawa co o nim myślicie. To mój pierwszy rysunek któregoś z chłopaków, tak wiem dziwne :o Po za tym zwykle nie maluje markerem, preferuje ołówki :D Aczkolwiek chciałam spróbować. Więc jak? :D



Wiem, że was pomału przynudzam tym ff, ale już w nastepnym rozdziale zaczyna sie dziać. Naprawdę, od następnego rozdziału duuuuużo będzie się dziać ^-^
Jestem zawiedziona, że jest 200 wyświetleń pod tamtym postem, a tak mało komentarzy :// Więc prosze, komentujcie, a dodam rozdział!!!


15 kom=  nowy rozdział <3